NAJLEPSI Obserwatorzy :)

Witaj,
Załóż konto Inteligo z mojego polecenia,
a zyskasz możliwość otrzymania premii pieniężnej
w wysokości 100 zł.

Pamiętaj, aby we wniosku o konto w polu
"Kod promocyjny" podać mój numer telefonu: 608806730

Otwórz konto Inteligo

Sprawdź szczegóły na maminteligo.pl

Regulamin Programu Mam Inteligo

Pozdrawiam
dyziocha

.

.

niedziela, 10 lutego 2013

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz.16

TeSiu najedzona jesteś?
Jeśli tak to czytaj niżej :) Wszyscy zainteresowani również "rollują" myszką w dół :)














Obiecałam nie publikować nic o pieczywie dopóki nie będę zadowolona z wypieku.
Udało się.
Wczoraj wieczorem na FB Pani Iza ze Smacznej Pyzy, z której przepisu zrobiłam zamieszczone TUTAJ pączki, zapytała czy Ktoś zna przepis na bułki, do których ciasto wyrasta nocą. Pojawiło się kilka propozycji, a ponieważ po pączkach zostało mi trochę drożdży, to postanowiłam też spróbować z bułkami. Najbardziej w drożdżowym nie lubię tego oczekiwania aż ciasto przepracuje, wyrośnie więc pomysł na pozostawienie ciasta na noc w lodówce bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. 
Tak oto trafiłam na bloga do Margarytki i Jej przepisu na nocne bułeczki .
Poszłam do kuchni, zrobiłam przegląd i nieważne, że było po godzinie 24, zakasałam rękawy i wyrobiłam ciasto, włożyłam do miski, miskę do lodówki i poszłam spać :) 


Rano (jak się człowiek kładzie dobrze po 24 spać, to rano nie może być wcześniej jak po 10 ;-D ), więc rankiem pod południe wyjęłam ciasto, które mimo pobytu w lodówce pięknie wyrosło, pod samą folię i pozakręcałam o tak bułki :) 




Pozostawiłam na 20 minut i fruuu do nagrzanego piekarnika na właściwy czas. Nie spiekałam ich, bo mam starą kuchenkę, bez tych wszystkich grzań górnych i termoobiegów - u mnie tylko dół grzeje.
Jeeeenyyy jakie one wyszły dobre :) Takie jak kiedyś u nas sprzedawali z przedziałkiem, mmmmmmm pyszne.
TU odnośnik do strony Margarytki i Jej bułeczek.
A ja poniżej sobie spiszę, co by mi nie umknął :)
Nocne bułeczki
Składniki:
  • 3 szklanki (250ml) mąki pszennej typ 650 ( ja dałam część takiej pszennej trzy ziarna chlebowej)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka cukru
  • 40 g drożdży
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/3 szklanki oleju
Do posmarowania:
jajko + trochę mleka
Do posypania:
ziarna

Wykonanie:
WIECZOREM:
Drożdże kruszymy w miseczce i posypujemy cukrem. W kontakcie z cukrem drożdże rozpuszczają się.
Obie mąki przesiewamy do miski. Dodajemy wodę, mleko, sól, rozpuszczone drożdże, olej. Mieszamy łyżką aż do połączenia składników. Ciasto przekładamy na blat/stolnicę posypane mąką i zagniatać ok. 5 minut - jeśli się klei podsypać mąką. Przykryć miską i zostawić na ok. 5 minut. Po odpoczynku wyrobić przez jeszcze przez 3 minuty. Wyrobione ciasto wkładamy do wysmarowanej olejem miski, przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki. Miska sporych rozmiarów, bo ciasto "potraja" swoją wielkość.
RANO:
Ciasto wykładamy na blat dzielimy na 12 części. Formujemy bułeczki w pożądanym kształcie, układamy na blasze. Ja wykładam blachę papierem do pieczenia i posypuję mąką. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut.
Przed włożeniem piekarnika smarujemy jajkiem wymieszanym z odrobiną mleka i posypujemy ziarnami.
Pieczemy w 220 st.C przez 20 - 25 minut. Po upieczeniu wyjmujemy bułeczki na kratkę w celu przestudzenia.
SMACZNEGO !!!

czwartek, 7 lutego 2013

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz.15

Powiedział Bartek,
że 
dziś
TŁUSTY CZWARTEK :)
Pączuchy powstały z przepisu Pani Izy SMACZNEJ PYZY :)
Przepis TUUU :)
Gapa ze mnie, bo skończył mi się cukier puder :)
Na blogu u Pani Izy jest całe mnóstwo ciekawych przepisów zapraszam do zajrzenia.

ps. pozwolę sobie zrobić ctrl+c i ctr+v, bo boję się, że gdzieś się zapodzieje przepis: 


  • ok. 3 , 5 szkl. (szkl. poj. 250 ml ) mąki pszennej - dałam po połowie tortowej i zwykłej + trochę mąki do podsypania na blacie - przypominam, że każda mąka jest inna i czasami trzeba jej dosypać nieco więcej
  • 1/3 szkl. cukru zwykłego
  • 4 żółtka
  • 1 całe jajko (jajka nie były zbyt duże)
  • 60 g świeżych drożdży
  • 1/4 kostki masła (takiej standardowej 250g)
  • 1,5 szkl. mleka
  • szczypta soli
  • 1 łyżka spirytusu
  • ok. 3/4 szkl. konfitury różanej (ew. marmolady albo powideł)

  • lukier: 1 , 5 szkl. cukru pudru + sok z połowy pomarańczy albo jednej cytryny
  • do posypania: ok. 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej

  • do smażenia: ok. 1 kg smalcu
sposób przygotowania: 

  1. Drożdże rozkruszyłam do miski, dodałam 2 łyżki cukru i 1/2 szkl. lekko ciepłego mleka, wymieszałam, odstawiłam przykrywając ściereczką aby podrosły. 
  2. Mąki przesiałam razem z solą. 
  3. Jajko i żółtka utarłam na puszysty kogel - mogel z resztą cukru. 
  4. Masło roztopiłam i przestudziłam. 
  5. Do mąki dodałam rozczyn, ubite jajka i zarabiając wlałam resztę ciepłego mleka. Wyrobiłam dość luźne ciasto. 
  6. Na koniec dodałam spirytus i masło. 
  7. Wyrabiałam aż ciasto będzie odchodziło od rąk i naczynia, to trwa przynajmniej kilkanaście minut.
  8. Przykryłam znowu ściereczką i odstawiłam na jakieś 1,5 godziny w ciepłe miejsce aby wyrosło. Drożdżowe ciasto nie lubi bardzo przeciągów. (moja BABCIA zawsze mówiła, że drożdżowe nie lubi przeciągów, kłótni i dziwienia się jakież ono duże wyrosło :))

Gdy ciasto wyrosło, przynajmniej podwoiło swoją objętość, wyłożyłam je na blat i ponownie zagniotłam, ale tylko trochę. Powinno być mięciutkie. Można rozwałkować, ale wystarczy rozpłaszczyć rękami (nie za dużo podsypując mąką) na grubości ok. 2 cm - w takiego placka wycinałam krążki szklanką. Na każdym krążku ułożyłam po 1/2 łyżeczki konfitury i dokładnie zlepiałam brzegi zbierając je do siebie i formując kulkę wielkości niedużej mandarynki. Kulki układałam luźno, zlepieniem na spód, na posypanym mąką blacie. Przykryłam ściereczką i zostawiłam na ok. 1 godzinę aby wyrosły. 
W rondlu rozpuściłam tłuszcz. Musi być dobrze nagrzany, ale nie za gorący bo pączki spalą się z wierzchu a środek zostanie surowy. Na początek wkładam zawsze jednego, zwykle najmniej udanego pączka, i smażąc obserwuję go jak się rumieni - w razie potrzeby zmniejszam albo zwiększam ogień pod naczyniem. Pączki smażyłam partiami, nie wkładając na raz zbyt wiele sztuk bo bardzo rosną - przeważnie smażę po 4 sztuki w szerokim rondlu. Wkładałam je zlepienie do dołu i od razu przykryłam rondel pokrywką, smażyłam ok. 1 - 1 , 5 min. a następnie odwracałam (ja robię to patyczkiem szaszłykowym, można delikatnie widelcem) i ponownie przykryłam na kolejną minutę. Usmażone wyjęłam łyżką cedzakową i położyłam na ręczniki papierowe aby osączyć z nadmiaru tłuszczu. Jeszcze gorące posmarowałam lukrem i posypałam posiekaną skórką pomarańczową. 

SMACZNEGO

piątek, 1 lutego 2013

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz.14

Poczytałam u Małgosi, podpytałam Ewę B. i oto co wyszło :)

 Pasztet drobiowy z tego wyszedł :)
Udka, wątróbka drobiowa, warzywa, jajka i przyprawy, chwila cierpliwości, ciut podkręconej temperatury i mamy jedzonko na kanapki. A wyszła cała średnia blaszka, więc dwa kawałki zamroziłam, żeby nam się nie znudził :) :)
Ach no i gołąbki zrobiłam.
Mięso, ryż, przesmażona cebulka, przyprawy, jajko i liście kapusty :)


S M A C Z N E G O ;-*

sobota, 26 stycznia 2013

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz. 13

Coś na szybko, coś na słodko :)

Dziś króciutko, bo cóż tu się rozpisywać. Człowiek ma czasem różne zachciewajki. Kobiety mają takie dni, kiedy chce się coś i nie bardzo kubki smakowe jasno wyrażają co to jest :). 
Siedząc i przeglądając zakupioną kiedyś, latem w super - hiper - markecie książkę, miałam ochotę na całe mnóstwo jedzonka zamieszczonego na  kolejnych kartkach kalendarza. Były też takie, które nie koniecznie zjadłabym, ale to już kwestia smaku, który się zmienia i kto wie, czy tych dziś nie smacznych kiedyś nie zrobię :). 



To się do nich nie zaliczało :) Fryknełabym taki deserek oj tak fryknełabym :)




30 kwietnia znalazł się przepis na sezamki, SEZAMKI "SAMO ZŁO" - to już moja nazwa ;-D
Potrzebne do ich wykonania są dwa składniki:
  • szklanka sezamu
  • szklanka cukru :(
  • 2 łyżki wody (następnym razem zrobię bez wody)





No, ale przepis to przepis, więc uprażyłam na suchej patelni wspomniany sezam.
  i skarmelizowałam na małym ogniu cukier. 

Następnie wymieszałam obydwa składniki i wylałam na papier do pieczenia. Przykryłam drugą warstwą papieru i rozwałkowałam cienko, jak na sezamki przystało :) 
Póki były jeszcze ciepłe szybko pokroiłam. Trzeba się z tym spieszyć ponieważ robią się twarde i ciężko pokroić.

No i tyle.
S M A C Z N E G O ;) a raczej słodkiego :)


ps. książka nie ma autora/autorów i jest wydana przez Olimp Media Sp. z o.o. sp. k.. Jest fajna, bo można używać jej przez wiele lat. Ma zaznaczone święta stałe, imieniny i ma miejsca na własne notatki :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Zbiorczo - szybko

Dziś króciutko i zdjęciowo co u mnie ostatnio się dzieje :)
 Po pierwsze:
 napadało więc trzeba było odśnieżyć balkon, żeby go nie urwało :)
Swoją drogą uwielbiam taką zimę z lekkim, sypkim śniegiem, lekkim mrozkiem. Taką pamiętam w czasie moich ferii, kiedy to człowiek był młody i termin ferii go obowiązywał :) a pisałam o niej we wspomnieniach o Monice co kombinezon miała ;-)

Po drugie: 
zrobiłam na dzień babci tiramisu z gotowych składników (zmieniłam tylko skład ponczu).
Ach i u mnie w rodzinie 20 stycznia jest DNIEM CIOCI. Dostałam od dzieci moich braci w prezencie herbatkę smakową. A wyszło to stąd, ze zawsze sobie żartowałam, ze protestuję bo są różne DNI świąteczne a DNIA CIOCI nie ma ni dzieci sobie wzięły do serca moje jęczenie ;)
Po trzecie: 
tamto odśnieżenie zostało "zapadane" niepozornie padającym przez noc i dzień śnieżkiem, więc znów odśnieżałam.

A jak odśnieżałam balkon to poszłam też odśnieżyć BLUUU, które już o 17.00 zabieliło się.
Zdjęci zrobione z okna na 4 piętrze. Moje BLUUU było zasypane, jak każe auto garażujące nie w garażu :(

Po czwarte:
zrobiłam "swojski" makaron, wysuszyłam i wymyśliłam jak go przechowam a przy okazji inne rzeczy też po przesypywałam do takich szczelnych słoików :)
i po piąte:
trzeba strącić sople co by przechodniom na głowę nie spadły, a pogoda taka, że będą się wydłużać i przybierać na masie
ps.
po szóste powstają kolejne chleby ;), ale nie będę Wam już umieszczać zdjęć dopóki mi nie wyjdzie taki, jaki mi się marzy :)

czwartek, 17 stycznia 2013

...

" Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie,
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz,
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka,
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać.
Ja się nie skarżę na swój los,
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję że,
Że chyba wiesz co robić Panie? "
Edyta Geppert - Ty, Panie (Thou, Lord)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz. 12

No tak, jeszcze kilka wpisów i na blogu będzie przewaga wpisów kulinarnych :) Mi to nie przeszkadza a Wam??
W sobotę, niemal niespodziewanie odwiedziła mnie Anna W. W momencie kiedy zadzwoniła, dopieszczałam ciasto na chleb a wzięło mnie na piecznie, ponieważ przeglądając necik trafiłam TU i przeczytawszy skład stwierdziłam, że:
  • mam drożdże ze świąt - szkoda wyrzucić
  • mam mleko - szkoda wylać
  • i całą resztę też mam :)
Więc wzięłam się za odmierzanie i grzanie. Jedynie te jajka nie dawały mi spokoju. Trochę mi nie pasowały i jakiś "chochoł" (nie będę pisać, że ten z kopytami) mnie podkusił i zmieniłam skład :)
Podam jak jest w przepisie oryginalnym i w nawiasie co ja zmieniłam:
  • 400 ml ciepłego mleka
  • łyżeczka soli (dałam 1,5)
  • łyżka cukru
  • 10 dkg drożdży
  • 2 jajka (nie dodałam)
  • 40 dkg mąki (ja użyłam pszennej, żytniej chlebowej i pszennej chlebowej)
  • białko do posmarowania po wierzchu (ja użyłam wody)
  • (dodałam jeszcze ziarenka siemienia lnianego i po wierzchu posypałam makiem)
Podgrzane mleko do temp. ok 40st. C wymieszałam z solą, cukrem, drożdżami i mąką w ilości podanej wyżej. Odstawiłam na godzinę do wyrośnięcia i wybąbelkowania . Po tym czasie wyłożyłam ciasto na stolnicę posypaną mąką a ponieważ moje było za rzadkie do pieczenia na blasze to podsypywałam i podsypywałam na zmianę tymi mąkami aż było w miarę stabilne tzn. trzymało kształt bochenka. Miałam swojego "przeszkadzacza" i niestety jeszcze ciut za mało tej mąki podsypałam. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia podsypałam mąką i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 220st. C. Piekłam 15 w tej temperaturze a następnie obniżyłam ją przykręcając kurek od gazu na 200st. C i jeszcze ok. 40 - 50 minut piekłam. Ostrożnie (bardzo gorący) wyjęłam, zastukałam w spód, usłyszałam głuchy odgłos i zakończyłam pieczenie :) Położyłam na keksówkę, bo kratki nie posiadam, do ostygnięcia i poszłam z Anną W do Stokrotki.
Troszkę mi się rozpłynął, ale wielkość kanapek była akuratna na spotkanie z Anną W. i  Jej Stokrotkowym zakupem ;D. Zjadłyśmy go z masełkiem i serkiem. Bałam się, że nie wyjdzie, że zakalec, że smak nie ten, bo przecież nie zastosowałam się radykalnie do przepisu.
A oto i bohater tego wpisu :D
PS.
O chlebie możecie poczytać m.in. na stronach podanych poniżej
http://dancia.bloog.pl/id,4388658,title,Porady-pieczenie-chleba,index.html?ticaid=6fd30
http://kotlet.tv/pieczenie-chleba
http://www.chleb.info.pl/zakwas-porady-praktyczne/pieczenie
http://chleb.republika.pl/poradypraktyczne.htm


PS. 2 :)
ten sam przepis ale więcej mąki :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Bożego Narodzenia czas ...

Kochani ja również śpieszę złożyć Wam życzenia z okazji Bożego Narodzenia ;)
Więc życzę:

  • zdrowia
  • miłości bliskich
  • uśmiechu na twarzy swojej i u spotykanych ludzi
  • pogody ducha
  • radości
  • głośnego śpiewu kolęd
  • bałwanów tylko za oknem ;D
  • wzajemnego zrozumienia
  • wyrozumiałości wobec słabości

a tu niespodzianka jaka czekała na współmieszkańców. Nie wiem czy w całym bloku "Ktoś" pozawieszał jemiołę na klamkach u drzwi do mieszkań :), czy tylko w naszej klatce, ale miłe to było.








Jeszcze raz najlepszego.
CMOCZKI
ps. a tu stroik na wejście z resztek drzewka jednego z braci mych ;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Moje małe DIY 4 ;)

tur, tur, tur ....
Tak dziś wzieło mnie na turkotanie maszyną do szycia:)
Miałam wieeeeeelką ochotę "odpalić" staruszkę napędzaną nóżkami :) a nie elektryczną stopką :), ale zostawiłam ją na razie w spokoju i użyłam elektrycznej.

Naleciało mnie i uszyłam sobie poszewkę na poduszkę. Wykorzystałam bluzkę koszulową, którą kiedyś kupiłam w SH z racji fajnego połączenia płótna z dzianiną oraz oczywiście koloru. Koszt bluzki to cały 1 zł więc nie mogłam nie kupić :) Uszyłam oczywiście też poszewkę na pióra/pierza, które fruwają do tej pory mi przed nosem :) Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia jak nadziewałam poduszkę, ale bałam się ruszyć, coby jeszcze więcej tego nie latało :) Miłe wrażenie mieć w garści garść pierza :)
A i jeszcze mnie naszło na popierdułki. Udziubdziałam 4 serca, wypełniłam watą, ozdobiłam i gdzieś je uwieszę - najpewniej na jakimś stroiku - choć żadne z nich świątecznym nie jest :) 

niedziela, 9 grudnia 2012

Kuchennie, czyli chochlą po łapkach cz. 11

A oto mój świąteczny KEKS 
na Święta :)
 Brykając po za-subskrybowanych blogach znalazłam piękne zdjęcia zimowe oraz przepis na w/w KEKS u Maszaka tu Maszka tam :). Przepis przeczytałam, przez dwa dni przyswoiłam ;), zakupy zrobiłam tylko zapomniałam o kandyzowanej moreli, bo skórki pomarańczowej nie lubię, ale dodałam taką otartą suszoną. No i na zdjęciu widać co wyszło.Orzechów dałam "na oko" i włoskie i laskowe i dodałam jeszcze opakowanie suszonych śliwek. Spróbować musiałam :) Reszta zapakowana czeka na przedświąteczne polukrowanie i skonsumowanie.
Polecam.

Ps. przepis, który zresztą widać spod talerzyka ;)
  • 20 dkg masła
  • 4 żółtka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 25 dkg mąki
  • 1 łyżeczka amoniaku (pełni funkcję proszku do pieczenia)
  • 2 łyżki wody
  • bakalie - duuuużo (orzechy włoskie, laskowe, śliwki suszone, rodzynki, morele, kandyzowana skórka pomarańczowa) - ja dałam po opakowaniu
  • czekolada gorzka
Smarujemy dużą keksówkę masłem i wysypujemy bułką tartą.
Masło rozcieramy i dodajemy na przemian po jednym żółtku i po trochu cukier. Ucieramy aż będzie pulchne.
W tym czasie (ja zrobiłam przed zabraniem się do "roboty") siekamy orzechy, kroimy resztę bakalii i czekoladę i podsypujemy odrobiną mąki, żeby bakalie się otoczyły nią i nie opadły na dno ciasta (chociaż moje było tak gęste, że się śmiałam, że mogę prawie jak kruche wyrabiać ;))
Ubijamy białka na sztywno i dodajemy do masła "ubitego" z żółtkami i cukrem. Delikatnie mieszamy (już nie mikserem), dodajemy bakalie i mąkę. Łyżeczkę amoniaku rozpuszczamy w 2 łyżkach wody i dodajemy do ciasta. Mieszamy i wykładamy do formy. 
Pieczemy ok. 1 h w temp. 180 st.C. (ja mam piekarnik bez termoobiegu)
No to już teraz 
smacznego :)

Ps. 2 
Maszka masz rację może zniknąć przed świętami :)